Fragment książki

3.4. Prowadzenie kampanii bezpośredniej („od drzwi do drzwi”)

Jednym z najbardziej tradycyjnych sposobów prowadzenia kampanii wyborczej jest kontakt bezpośredni, polegający na osobistych spotkaniach kandydata z mieszkańcami okręgu. Nie musi on jednak robić tego sam – mogą go wspierać znani w danej miejscowości, gminie czy regionie ludzie, np. radni lub inne osoby o dużych predyspozycjach interpersonalnych. Bezpośrednie spotkania, luźna rozmowa z mieszkańcami, umiejętne prezentowanie głównych elementów programu wyborczego, zaproszenie do udziału w wyborach, a szczególnie uścisk dłoni i szczery uśmiech pozostawiają dobre wrażenie u wyborców, nawet tych mniej zainteresowanych polityką. Taka postawa pokazuje, że kandydat nie boi się bezpośrednich kontaktów z ludźmi, jest otwarty, entuzjastycznie nastawiony do swojej ewentualnej przyszłej roli parlamentarzysty. Bezpośrednia kampania może być prowadzona już w trakcie zbierania podpisów poparcia komitetu lub listy kandydatów. Wtedy można ustawić na rynku, chodniku czy innym często uczęszczanym miejscu oznakowany sto150 lik z parasolem albo innymi elementami identyfikującymi partię lub komitet. W ten sposób z pomocą zaangażowanych wolontariuszy (najlepiej młodych, z entuzjazmem) można przeprowadzić bardzo skuteczną akcję. Optymalnie jest, gdy jedna lub dwie osoby siedzą przy stoliku, a kandydat sam lub przy wsparciu kolejnej osoby w kulturalny i taktowny sposób zaprasza do stolika do złożenia podpisu pod listą. Dobrym rozwiązaniem byłoby również, gdyby przy okazji podpisu poparcia zachęcić potencjalnego wyborcę do pozostawienia swojego adresu (np. e-mail lub telefonu), by przy jego akceptacji przesłać mu interesujące materiały dotyczące naszego programu i pomysłów do zrealizowania. To zadanie może być trudne, bo ludzie niechętnie zostawiają swoje dane teleadresowe, obawiając się spamu lub nachalnych akwizytorów, ale jeśli się to uda, to możemy w ten sposób stworzyć dodatkową bazę potencjalnych wyborców i za jakiś czas po raz kolejny przypomnieć się im, przekazując materiały wyborcze.

Podczas prowadzenia kampanii bezpośredniej, z którą może się wiązać także rozdawanie ulotek, gazetek lub zbieranie podpisów, musimy pamiętać, jaki cel nam przyświeca: chodzi przede wszystkim o przekonanie do siebie niezdecydowanego elektoratu. Dlatego istotne jest, by nie przedłużać dyskusji z jedną osobą, bo zależy nam przecież na kontakcie z jak największą liczbą potencjalnych wyborców. Podczas rozmów powinieneś starać się wyczuwać, kto jest ewentualnym sprzymierzeńcem, a kto zdeklarowanym przeciwnikiem, wchodzącym w agresywną polemikę. Nie oczekuj, że podczas takiej ulicznej dyskusji przekonasz do siebie zagorzałego oponenta politycznego. Oczywiście, może uda Ci się zasiać ziarnko niepewności w jego poglądach, ale bezpieczniej będzie nie wdawać się w dyskusję, która na oczach przechodniów może bardzo szybko przerodzić się w zupełnie niepotrzebną kłótnię. Niezłe efekty daje również tradycyjna metoda „od drzwi do drzwi” wykorzystywana do rozdawania materiałów, zbierania podpisów lub prowadzenia ankiet i sondaży. Wtedy mamy pewność niemal 100-proc., że trafiamy do osób, na których nam zależy, czyli wyborców zamieszkałych w naszym okręgu. Takiej pewności nie ma podczas rozmów z przypadkowymi przechodniami na ulicy. Wielu z nich może być zameldowanych poza Twoim okręgiem wyborczym, dlatego ten sposób sprawdzi się szczególnie w przypadku prowadzenia kampanii przez kandydatów do Sejmu czy Senatu, gdzie te okręgi są większe.

Trzeba jednak podkreślić, że metoda bezpośrednia jest polecana szczególnie osobom doświadczonym i dobrze przeszkolonym, umiejącym czytać z mimiki twarzy, odpornym psychicznie, nie zrażającym się różnymi, często agresywnymi reakcjami ludzi. Nie wszyscy odwiedzani czy zaczepiani przez nas będą w dobrym humorze, z powodów przeróżnych: od konfliktu w rodzinie, poprzez niechęć do naszej partii, aż po nieprzyjemne skojarzenia z nachalną akwizycją czy stosującymi tę metodę Świadkami Jehowy. Jeśli jednak się zdecydujesz, pamiętaj, że odwiedziny muszą się odbyć w stosownych godzinach, najlepiej popołudniowych, a najpóźniej do godz. 20:00. Staraj się nie trafić na czas ważnego meczu z udziałem naszej reprezentacji czy wieczornych programów informacyjnych. Nie trać czasu ani wysiłku na długie rozmowy, na przekonywanie nieprzekonanych i ewidentnych Twoich przeciwników. Jeśli widzisz, że nic nie wskórasz, skończ kulturalnie rozmowę, argumentując, że postawiłeś sobie za cel odwiedzić lub spotkać się dziś z jak największą liczbą wyborców.

Poniżej kilka wskazówek, jak sprytnie i z klasą zakończyć rozmowę bezpośrednią:

  • Zapraszam pana/panią/państwa do wzięcia udziału w wyborach i, jeśli uznacie państwo, że to ja mógłbym być państwa reprezentantem/przedstawicielem w Sejmie/Senacie, to proszę o oddanie na mnie głosu, za co już dziś serdecznie dziękuję.

Jeśli ktoś stwierdzi, że nie zagłosuje ani na Twoją partię, ani na Ciebie, bo Wam nie wierzy, bo go zawiedliście:

  • Dziękuję za rozmowę, rozumiem, że musimy jeszcze popracować nad tym, aby odbudować pana zaufanie.
  • Dziękuję za szczerą deklarację, mam nadzieję, że poprzez realizację naszych zobowiązań zdobędziemy w przyszłości pana zaufanie.

Bardzo często można spotkać się z atakami w stylu: „Wy wszyscy jesteście tacy sami, w kampanii obiecujecie, a później słowa nie dotrzymujecie. Chcecie się tylko dorwać do władzy, a później o wszystkim zapominacie”. Możesz zareagować na przykład tak:

  • Proszę pana, z pańskiej wypowiedzi wynika, że się pan zawiódł na poprzednich rządach. Przykro mi z tego powodu. Ja również mam podobną jak pan opinię w tej sprawie. Mogę panu zagwarantować, że jeśli zostanę posłem/senatorem, zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pan i wszyscy zawiedzeni postępowaniem władzy dostrzegli, że można rządzić mądrzej i sprawiedliwiej.

Pamiętaj też, że co najmniej 40 proc. odwiedzanych osób w ogóle nie chodzi do wyborów, bo po prostu nie interesuje się polityką. Nie próbuj na siłę przekonywać ich do zmiany przyzwyczajeń albo wytykać im brak patriotyzmu. To tylko pogorszy sprawę.

Pamiętam, jak podczas jednej z kampanii zdarzyła mi się dość nietypowa sytuacja, którą musiałem umiejętnie rozegrać. Gdy rozdawałem gazetki zgromadzonym na przystanku komunikacji miejskiej oczekującym na autobus ludziom, zaczepiła mnie starsza pani z pretensjami, że kiedyś, kilka lat temu zwróciła się do mnie o pomoc, a ja jej nie udzieliłem. Stwierdziła, że już na mnie z tego powodu nie zagłosuje. Przypomniałem sobie, że ta pani była u mnie rzeczywiście z prośbą o interwencję i pomoc, jeszcze kiedy byłem zastępcą wójta. Odniosłem wówczas wrażenie, że owa pani miała jakiegoś rodzaju problemy psychiczne, bo twierdziła z przekonaniem, podpierając się różnymi dziwnymi dokumentami, że sąsiad chce ją otruć i w związku z tym podsypuje pod rosnące w jej ogrodzie maliny jakąś substancję chemiczną, przez którą ona doznaje uszczerbku na zdrowiu. Jak w takiej niekomfortowej sytuacji postąpić, gdy w naszym otoczeniu znajduje się sporo innych osób? Przede wszystkim należy zachować spokój i opanowanie. Wiedziałem, że nie mogę w tym momencie wchodzić z nią w polemikę, tłumaczyć się, że próbowałem pomóc, że sytuacja była trudna do rozwiązania. Nie mogłem też sugerować, że jej zarzuty były bezpodstawne, a wręcz absurdalne, bo jako potencjalnie chora osoba mogłaby wpaść w jeszcze większą furię. Poprosiłem ją więc, żeby do mnie jeszcze raz przyszła, bo być może od tamtego czasu pojawiły się jakieś nowe okoliczności, które spowodowałyby, że teraz mógłbym jej pomóc. W ten sposób uspokoiłem ją i zapobiegłem agresywnym reakcjom, a inni zgromadzeni ludzie mogli zauważyć, że pomimo niekomfortowej dla mnie sytuacji, wybrnąłem z niej skutecznie.

Jak pokazuje powyższy przykład, metoda bezpośredniego kontaktu nadaje się szczególnie dla osób otwartych, opanowanych i umiejących działać pod presją stresu. Najgorsze, co można zrobić podczas rozmowy z wyborcą, to dać się sprowokować do kłótni. Na wszelkie zaczepki należy reagować z uśmiechem, spokojem i jak najbardziej uprzejmie, ale rzeczowo. Tylko w ten sposób będziemy mogli wytrącić przeciwnikowi broń z ręki.